Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również kataryniarz cieszył przechodniów, grając wesoło na katarynce. Owa muzyka rozweselała twarze i serca ludzi, również tych spracowanych i smutnych, zagłębionych w myślach o mnogości codziennych spraw. Słuchając muzyki katarynki, wszystko układało się w głowach i stawało się prostsze i łatwiejsze.
Autor: Danuta Majorkiewicz