Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również moja mama się wtedy uśmiechnęła. Popatrzyła na mnie i powiedziała, że nie musimy od razu wracać do domu. Zapytała, czy chcę z nią pójść na spacer do parku, a potem do kawiarni na lody i ciastka.
Autor: Zyta