Skupiony Merlin – 43

Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która pływała wte i wewte, jakby zmagała się z jakimś problemem. W końcu odezwała się do Merlina:

– Mam problem. My, Złote Rybki, zwykle spełniamy życzenia, gdy jesteśmy proszone o coś materialnego – np. dom, rower, złoto… A ty dla swojego podopiecznego prosisz o cechy charakteru, które on powinien w sobie rozwinąć sam. Nie można ich stworzyć. Trzeba je wypracować… Chciałabym ci pomóc, Merlinie, ale nie wiem, jak spełnić twoją prośbę.

Merlin zamyślił się, potem smutno powiedział:

– Ja też czuję się bezradny. Wypróbowałem już wszystkie moje czary, ale nie działają.

– A prosiłeś o pomoc jego Opiekunów Duchowych?

– Tak, z ich strony wszystko wydaje się być w porządku. Z jego talentami i ich wsparciem już dawno powinien być w pełni zdrowy, szczęśliwy, bogaty, zaradny, otoczony życzliwością ludzi i całego świata. Powinien spełniać swoje pasje i przeznaczenie – dla dobra swojego, rodziny, przyjaciół i społeczeństwa.

– To co on ma zrobić, żeby to się realizowało? – zapytała Złota Rybka.

– Czy możesz wyczarować stany emocjonalne?

– Nie rozumiem…

– Czy możesz sprawić, że poczuje się tak, jakby w siebie wierzył i wiedział, że ma prawo być sobą?

– Spróbuję…. – ostrożnie odpowiedziała Złota Rybka.

– To może pomóc na jakiś czas – wystarczający, by zobaczył swoje sukcesy i rzeczywiście uwierzył w siebie.

Złota Rybka patrzyła powątpiewająco i skomentowała:

– No, nie wiem, czy uda mi się spełnić to życzenie, ale wydaje mi się, że niezależnie od moich działań, ty sam możesz jeszcze coś zrobić, by mu pomóc.

– Ja?

– Tak, uwierz w niego i namów do tego wszystkich swoich znajomych. Jeśli będziecie w niego mocno wierzyli, to może on też to zrobi.

dla Andrzeja napisał Archiwista SC

Ulice wielkiego miasta – 28

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również latarnie przeglądały się w kałużach. Robiły to z wielką ochotą, bo rzadko miały taką możliwość.

Autor: Kokoryczka

Ulice wielkiego miasta – 26

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również moja mama się wtedy uśmiechnęła. Popatrzyła na mnie i powiedziała, że nie musimy od razu wracać do domu. Zapytała, czy chcę z nią pójść na spacer do parku, a potem do kawiarni na lody i ciastka.

Autor: Zyta

Skupiony Merlin – 37

Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która pocieszała Merlinka*.

– Czemu on to zrobił? Czy mogę wrócić do mojego świata? – skarżył się bezradny chłopiec.

– Nie wiem kochanie, a twój powrót nie ode mnie zależy – spokojnie odpowiedziała Złota Rybka, przytulając szlochającego chłopca.

– Co się stało? – spytała Kokoryczka.

– Merlinku, co znowu zrobiłeś? – rzeczowo zagadnęła Zyta.

– To nie on – ze smutkiem odpowiedziała Jęczyduszka.

Jęczydusza patrzyła na chłopca z rozpaczą, a Jenczy z namysłem. Ona jedna nie wydawała się ani zaskoczona, ani zasmucona nieoczekiwanym wydarzeniem. Podeszła do Babci Jagi, która właśnie weszła do pracowni.

– Babciu, pozwól, że przedstawię ci mojego Merlinka*.

– Twojego… Merlinka…?

– Zaraz wyjaśnię… – Głos zaczął mówić, ale przerwał nagle. Słychać było tylko jego głęboki oddech, jakby chciał uporządkować myśli.

Złota Rybka z chłopcem podeszła do Jenczy i razem stanęli przed Babcią Jagą.

– Babciu, to Merlinek* ze świata, z którego do was przybyłam – kontynuowała Jenczy.

– Eksperymentowaliśmy, czy uda się nam wymieniać informacjami – wyjaśnił Głos – wspólnie z drugim Głosem* uznaliśmy, że na początek doprowadzimy do spotkania dwojga uczniów.

– To wiem – przerwała mu Babcia Jaga – ustaliliśmy, że spróbujecie zorganizować kilkuminutowe spotkanie Jagódek lub Merlinków.

– Merlinek nalegał, że chce pierwszy, ale nie przewidzieliśmy, że miał własne plany, sprzeczne z naszymi – wyjaśniał dalej zakłopotany Głos.

– Jakie?

– Wepchnął Merlinka* do naszego świata, a sam udał się do świata Jenczy – wyjaśnił Głos.

Merlinek* zatrząsł się, a Złota Rybka mocno go przytuliła. Patrzyła błagalnie na Babcię Jagę, która powiedziała:

– Chłopcze, witamy w naszej szkole. Czuj się jak u siebie w domu. Jagódka i Jęczyduszka zaprowadzą cię do twojego pokoju, a ja niedługo przyjdę.

Widząc, że Merlinek* nie poruszył się, dodała:

– Złota Rybka pójdzie razem z wami.

Złota Rybka, Jęczyduszka i Jagódka wyszły razem z chłopcem.

Pozostałym w pracowni Babcia Jaga kazała rozejść się do swoich zajęć i obiecała, że wszyscy spotkają się w dużej sali przed kolacją i omówią ostatnie wydarzenia.

Wkrótce zostali tylko we czwórkę: Babcia Jaga, Głos, Jenczy i Merlin.

– Nie wydajesz się zaskoczona – Głos odezwał się do Jenczy.

– W naszej szkole od dawna znana była przepowiednia, że dojdzie do wymiany dwojga uczniów i że wasz uczeń uratuje nasz świat – cicho odpowiedziała Jenczy.

– Merlinek? – zapytał zaskoczony Głos – trudno mi w to uwierzyć. Jest lekkomyślny, a ostatnio staje się coraz bardziej złośliwy i okrutny. Musiałem chronić wiele osób przed jego „żartami”.

– Nie wiemy, czy to jego dotyczy przepowiednia – cicho powiedziała Babcia Jaga i zapytała Merlina:

– Co sądzisz o nowym Merlinku*?

– Złości mnie.

– Czemu – zapytała Złota Rybka, która właśnie weszła do sali – przecież jest taki słodki. I wydaje się być dobrym dzieckiem.

– Właśnie dlatego – warknął Merlin – nie widzę w nim charakteru. Jest posłusznym mazgajem. Łatwo dał się podejść naszemu Merlinkowi.

– Myślę, że w czasem zmienisz zdanie, a na razie poprosimy, żeby zaopiekował się nim Młody Adept – oznajmiła Babcia Jaga i dodała – proszę nas wszystkich, żebyśmy pomogli nowemu Merlinkowi* zaaklimatyzować się w naszej szkole. Ciebie również to dotyczy – powiedziała, patrząc surowo na Merlina.

Autor: Archiwista SC

Ulice wielkiego miasta – 17

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również Babcia Jaga, przemykająca między ludźmi, była zadowolona z deszczu i kolorowych parasolek. Dawno nie była na spacerze. Teraz korzystała z okazji i oddychała pełną piersią, idąc do biblioteki, w której miała nadzieję znaleźć kilka poszukiwanych przez siebie książek.

Autor: Archiwista SC

Skupiony Merlin – 31

Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która zmęczona pływała wte i wewte. Wreszcie ocknęła się i spojrzała smutno na Merlina.

– Ci ludzie sami nie wiedzą, czego chcą – powiedziała – Myślą jedno, mówią drugie, a oczekują trzeciego.

– Czarodzieje niestety robią tak samo – skomentował Merlin.

– Jak mam spełniać ich życzenia? Które z nich? To mówione, pomyślane, czy oczekiwane?

– Wiesz, Rybko, ja zawsze skupiam się na tym, co jest pragnieniem ich serca. U Wróżek i Czarodziejów zwykle pragnienie serca jest jednocześnie największą potrzebą.

– Czy u ludzi też tak jest? – zapytała Złota Rybka.

– Mam taką nadzieję – mruknął Merlin.

Autor: Archiwista SC

Ulice wielkiego miasta – 3

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również czarne parasolki na tym zyskały, bo ładnie wyglądały wśród kolorowych koleżanek.

Autor: Jagódka

Ambitne drożdże – 43

Ambitne drożdże rosły na potęgę. Zamierzały zdobyć cały świat, więc skupiły się na współpracy. Zrezygnowały z jednostkowych celów i ambicji, bo podporządkowały je wspólnemu celowi – wielkiej ekspansji. Jak zdobędą świat, to będzie czas, by zająć się sobą.

Autor: Jęczyduszka

Skupiony Merlin – 26

Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która siedziała przygnębiona. Miała kłopot, którego nie potrafiła rozwiązać. Nikt z przyjaciół też nie umiał jej pomóc.

– Czemu nie spełnisz swojego życzenia? – zapytała Kokoryczka.

– Nie mogę, umiem spełniać tylko cudze życzenia – szepnęła Złota Rybka.

Jej smutek udzielił się pozostałym. Wszyscy byli poważni i zamyśleni.

– A ja mam jedno życzenie, czy spełnisz je dla mnie? – zapytała zaczepnie Jagódka.

– Oczywiście kochana, jakie to życzenie? – zapytała Złota Rybka.

– Życzę sobie, żeby twój problem się pomyślnie rozwiązał i żebyś była szczęśliwa, a my razem z tobą.

Zebrani popatrzyli po sobie ze zdziwieniem, jakby wybudzali się z długiego snu.

– Przecież to było takie… oczywiste… – skomentowała zdumiona Zyta.

Babcia Jaga przyglądała się wszystkim z lekkim uśmiechem, bo właśnie zdali kolejny egzamin.

Autor: Archiwista SC