Mróz malował – 43

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz i zobaczyć położone w dolinie jasno oświetlone miasto, które już przygotowywało się na nadchodzące Święta. Z daleka nie widać było poszczególnych dekoracji, ale wyczuwało się świąteczny nastrój, bo poświata była zupełnie inna niż zwykle.

Autor: Ewa Damentka

W dolinie – 53

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, młoda kobieta pisała listy do nieznanych przyjaciół. Nigdy nie wyjeżdżała z miasteczka. Dzięki znajomym podróżnikom nawiązała kontakty z ludźmi z całego świata. Jeszcze się z nią nie spotkali, ale pisywali często, a ona chętnie odpisywała, szkoląc przy okazji swoje zdolności lingwistyczne. Z każdym starała się pisać w jego własnym języku. Wertowała więc słowniki, niekiedy dodając do listów angielskie komentarze. Niedługo jej przyjaciele podróżnicy wrócą z kolejnych wojaży. Cieszyła się na myśl, że może przywiozą jej nowy adres – osoby, która zechce z nią korespondować. Czuła się tak, jakby cały świat gościł w jej małym pokoiku. A ona starała się być dobrą gospodynią i dbała o swoich gości.

Autor: Ewa Damentka

W dolinie – 52

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, marzyciel spisywał swoje poematy. Pisał z wielką łatwością. Po prostu kolejne strofy same wyskakiwały mu z głowy i układały się na papierze. Skupiony poeta nawet nie zauważył, że usiadła przy nim muza i otulała go swoimi delikatnymi skrzydłami, dodając otuchy i wzmacniając pomysły, które przeobrażały się w gotowe wiersze.

Autor: Ewa Damentka

Lekkie krople deszczu – 59

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ciemną chmurę nacierającą na miasto. Na szczęście wiatr zepchnął ją na bok i wkrótce zmoczone miasto zalały promienie słońca. Kałuże i mokre chodniki lśniły, więc miasto było jaśniejsze niż na co dzień. Też ludzie spacerowali z pogodnymi twarzami i robili wrażenie bardziej zadowolonych niż zwykle.

Autor: Ewa Damentka

Lekkie krople deszczu – 58

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było kawałek miejskiej ulicy i chodnika. Samochody wolno przejeżdżały ulicą. Ludzie szybko szli chodnikiem. Ich sylwetki były niewyraźne. Obraz rozmazywał się pod wpływem deszczu i świateł samochodów oraz latarni. Był to całkiem malowniczy widok, wart utrwalenia na płótnie lub w pastelowym rysunku.

Autor: Ewa Damentka

Lekkie krople deszczu – 57

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było trawnik i rosnące na nim drzewa. W ich gałęziach siedziały, przytulając się do siebie, skulone ptaki. Jak deszcz minie, otrząsną skrzydełka i polecą w świat, zajmując się sobie tylko znanymi sprawami. Na parapecie siedział kot i jak zahipnotyzowany wpatrywał się w skrzydlatych sąsiadów. Żałował, że okno było zamknięte, ale dzięki temu ptaki odlecą bezpieczne, natomiast na niego czeka już miseczka z jego ulubioną karmą.

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 59

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich mała biedronka, która nie wiedzieć czemu, postanowiła przejść się chodnikiem. Była oszołomiona gwarem ulicy i wielkoludami, które nad nią przechodziły. Już myślała, że zostanie zdeptana, ale na szczęście trafiła na przestrzeń pod obcasem. Gdy masa ludzi przystanęła, czekając na zielone światło, biedroneczka uleciała do góry. Znalazła jedno z nielicznych drzew na placu i stamtąd, z bezpiecznej odległości, ciekawie przyglądała się osobom przechodzącym przez ulicę. Tłum przechodniów skojarzył się jej z mrówkami, po namyśle uznała jednak, że ludzi na tym placu jest więcej niż mrówek w mrowiskach, które kiedyś odwiedzała.

Autor: Ewa Damentka