Wiosenny las – 51

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i myślał o czekającym go egzaminie z matematyki. Równania, funkcje, różniczki, całki i potęgi wirowały w jego głosie, tworząc powiększający się chaos.

W pewnej chwili młodzieniec przystanął. Rozejrzał się dookoła. Zapomniał o egzaminie. Zapatrzył się na zieleń drzew, na trawę i piękne paprocie. Zasłuchał się w śpiewie ptaków. Rozkoszował się świeżym powietrzem. Nawet nie zauważył, że matematyczna wiedza sama zaczęła się porządkować i układać w odpowiednie szufladki i przegródki. Wyluzowany wrócił do domu i od razu poszedł spać. Następnego dnia wstał wypoczęty i zrelaksowany. Bez strachu poszedł na egzamin.

Autor: Ewa Damentka

Skupiony Merlin – 13

Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która wierciła się i machała płetwami, usiłując znaleźć wygodną pozycję. Wszystko jej przeszkadzało – woda, zapachy, żwirek, glony…

Merlin westchnął, wziął siatkę i, złapawszy Złotą Rybkę, przeniósł ją ostrożnie do szklanego kulistego akwarium wypełnionego tylko wodą.

Złota Rybka rozluźniła się i wyraźnie było widać, że poczuła się jak ryba w wodzie.

Autor: Ewa Damentka

Lekkie krople deszczu – 58

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było kawałek miejskiej ulicy i chodnika. Samochody wolno przejeżdżały ulicą. Ludzie szybko szli chodnikiem. Ich sylwetki były niewyraźne. Obraz rozmazywał się pod wpływem deszczu i świateł samochodów oraz latarni. Był to całkiem malowniczy widok, wart utrwalenia na płótnie lub w pastelowym rysunku.

Autor: Ewa Damentka

Skupiony Merlin – 10

Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która czule opiekowała się swoim potomstwem. Merlin pomógł jej, przenosząc ją do nowego akwarium, razem z jej maluchami. Teraz przyglądał się im z satysfakcją i myślał – „niech rosną, świat potrzebuje Złotych Rybek, wielu Złotych Rybek”.

Autor: Ewa Damentka

Lekkie krople deszczu – 57

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było trawnik i rosnące na nim drzewa. W ich gałęziach siedziały, przytulając się do siebie, skulone ptaki. Jak deszcz minie, otrząsną skrzydełka i polecą w świat, zajmując się sobie tylko znanymi sprawami. Na parapecie siedział kot i jak zahipnotyzowany wpatrywał się w skrzydlatych sąsiadów. Żałował, że okno było zamknięte, ale dzięki temu ptaki odlecą bezpieczne, natomiast na niego czeka już miseczka z jego ulubioną karmą.

Autor: Ewa Damentka

Ciemność zgęstniała – 59

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i budując wiarę, a nawet pewność, że światło znowu zwycięży. Nie wiem, czemu ciemność rośnie w siłę, ale mam wiarę, że światło da jej radę. Zdarzało się to już tyle razy, że trzeba wierzyć, że tym razem też się uda. Może tylko powinniśmy pomagać światłu, żeby nie musiało walczyć samo? Kiedy ludzie zobaczą, że więcej ich łączy niż dzieli, to utorują drogę światłu i świetlistej miłości, a wtedy będzie nam lżej, lepiej i jaśniej.

Autor: Ewa Damentka

Skupiony Merlin – 6

Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która nagle zaczęła zmieniać kolor. Złote łuski odpadały jedna po drugiej, a te nowe, które się właśnie odsłaniały, były czerwono-pomarańczowe ze złocistym połyskiem. „Dziwy niepojęte” – pomyślał Merlin, zastanawiając się, czym jeszcze Złota Rybka go zaskoczy.

Autor: Ewa Damentka

Ambitne drożdże – 30

Ambitne drożdże rosły na potęgę. Zamierzały zdobyć cały świat, więc były bardzo przejęte. Gdy mleko zapytało, co zrobią z tym światem, gdy go już zdobędą, drożdże nie wiedziały, co odpowiedzieć. Speszyły się bardzo i… wyszedł zakalec.

Autor: Ewa Damentka

Trzymasz w dłoniach – 43

Trzymasz w dłoniach sfatygowany list, dopiero co dostarczony przez pocztę. Długo szedł. Wiele lat… Wpatrujesz się w litery pisane ręką dobrze znanej ci kiedyś osoby i być może z pewnym niedowierzaniem czytasz: „Kochanie, jakoś nie było okazji, by wcześniej powiedzieć Ci, ile dla mnie znaczysz i podziękować za Twoją obecność w moim życiu. Szczególnie gorąco dziękuję Ci z to, że odwiedzasz nas w naszej głuszy. Razem z mężem żyjemy odseparowani od świata – ostatni Robinsonowie mieszkający w sercu głuchego lasu, być może ostatniego w naszym kraju. Lasu niedostępnego dla innych ludzi – przynajmniej tak się nam wydawało. Myśleliśmy, że świat o nas zapomniał, a przyszłaś Ty i przychodzisz systematycznie. Nie narzucasz się, zawsze mamy niedosyt, gdy się z nami żegnasz. Nie dajesz o sobie zapomnieć i wlewasz nadzieję, że może są też inni ludzie podobni do Ciebie. Może jednak wyjdziemy z tego lasu, by wrócić do was, do waszego świata. Nie wiem. Wiem natomiast, że przynosisz nadzieję i przestrzeń. Bardzo Ci za to dziękuję. Oboje dziękujemy”.

Autor: Ewa Damentka