Ulice wielkiego miasta – 24

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również miejskie latarnie dołączyły do tego spektaklu. Zaświeciły się, gdy zaczął padać deszcz i ich światło również otulało idących ulicą ludzi swoim ciepłym blaskiem.

Autor: Ewa Damentka

Lekkie krople deszczu – 59

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ciemną chmurę nacierającą na miasto. Na szczęście wiatr zepchnął ją na bok i wkrótce zmoczone miasto zalały promienie słońca. Kałuże i mokre chodniki lśniły, więc miasto było jaśniejsze niż na co dzień. Też ludzie spacerowali z pogodnymi twarzami i robili wrażenie bardziej zadowolonych niż zwykle.

Autor: Ewa Damentka

Ulice wielkiego miasta – 20

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również deszcz starał się rozweselić ludzi i każdą ze swych kropelek zaopatrzył w miniaturową tęczę.

Autor: Ewa Damentka

Ulice wielkiego miasta – 16

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również czarne parasolki na tym zyskały, bo widziały w kałużach swoje odbicia z kolorowymi refleksami rzucanymi przez mniej poważne koleżanki.

Autor: Ewa Damentka

Delikatna mgiełka – 65

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły rozpoczynał się zwyczajny dzień. Ludzie zajmowali się swoimi sprawami i rzadko kiedy zwracali uwagę na otaczające ich piękno. Jednak dziś skowronek śpiewał tak pięknie, że wiele osób przystawało na chwilę, by go posłuchać. Potem znowu wrócili do swoich zajęć, ale może w przyszłości znowu zatrzymają się, by posłuchać śpiewu skowronka?

Autor: Ewa Damentka

Skupiony Merlin – 34

Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która pływała spokojnie, nieświadoma zainteresowania, jakie wzbudza.

Merlin, stary doświadczony kot, próbował się do niej dostać, ale jego zapobiegliwi właściciele, przykrywając akwarium metalową siatką, zadbali, żeby nie mógł wsadzić łapki do wody. Więc na razie siedział i obserwował, a w jego kociej głowie układały się kolejne plany.

Autor: Ewa Damentka

Ulice wielkiego miasta – 13

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również poprawiały nastrój tym przechodniom, którzy smutnie wpatrywali się w chodnik pod swoimi stopami.

Kolorowe, wesołe plamy odbijały się w kałużach i nie pozwalały zagnieździć się smutkowi. Rozpraszały go. Przechodnie podnosili głowy i rozglądali się dookoła, szukając kolorowych parasolek. Potem uśmiechnięci wędrowali dalej. Niektórzy z nich nawet zaczynali cieszyć się deszczem i drobną mgiełką, która tworzyła się wokół nich. Mimo deszczu – a może raczej dzięki niemu – był to udany, kolorowy dzień.

Autor: Ewa Damentka

Ambitne drożdże – 46

Ambitne drożdże rosły na potęgę. Zamierzały zdobyć cały świat, więc uznały, że im bardziej rosną, tym większy kawałek świata zdobędą. Nie przewidziały tylko, że ludzie im w tym przeszkodzą. Że zagospodarują cały zapas dostępnych drożdży i wykorzystają do swoich wypieków. Drożdże rosły jak na drożdżach, ale zamiast zdobywać świat, utrzymywały tylko dotychczasowy stan posiadania. W końcu zapomniały o zdobywaniu świata i rosły tylko po to, by przetrwać.

Autor: Ewa Damentka

Ulice wielkiego miasta – 10

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również pewna starsza pani, ubrana na czarno, zaopatrzyła się w taką kolorową, jaskrawą parasolkę. Kupując ją, uznała, że w życiu przyda się jej trochę szaleństwa. Teraz szła i z zadowoleniem spoglądała na odbicie swej kolorowej parasolki w miejskiej kałuży.

Autor: Ewa Damentka