Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również pies, idący samotnie ulicą, rozweselił się trochę, gdy zobaczył kolorowe odbicia w kałużach. Przystanął i rozejrzał się, szukając pana, któremu przed chwilą uciekł. Podszedł do niego. Pozwolił przypiąć sobie smycz do obroży, a potem spacerowali dalej, zgodnie przemierzając kolejne ulice, aż doszli do domu.
Autor: Ewa Damentka