Ulice wielkiego miasta – 22

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również ulice małej wsi były mokre od deszczu. Niektóre z tych ulic były żwirowe, a niektóre z kamienia. Asfaltu w osadzie nie było. Można więc powiedzieć, że woda w naturalny sposób przepływała w przyrodzie.

Autor: Adam

Ulice wielkiego miasta – 21

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również przystanek się rozweselił, bo coraz więcej przechodniów podchodziło do niego, by ochronić się przed deszczem. Cieszył się więc, jak deszcz padał, bo wtedy nie był samotny.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Lekkie krople deszczu – 59

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ciemną chmurę nacierającą na miasto. Na szczęście wiatr zepchnął ją na bok i wkrótce zmoczone miasto zalały promienie słońca. Kałuże i mokre chodniki lśniły, więc miasto było jaśniejsze niż na co dzień. Też ludzie spacerowali z pogodnymi twarzami i robili wrażenie bardziej zadowolonych niż zwykle.

Autor: Ewa Damentka

Ulice wielkiego miasta – 20

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również deszcz starał się rozweselić ludzi i każdą ze swych kropelek zaopatrzył w miniaturową tęczę.

Autor: Ewa Damentka

Skupiony Merlin – 37

Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która pocieszała Merlinka*.

– Czemu on to zrobił? Czy mogę wrócić do mojego świata? – skarżył się bezradny chłopiec.

– Nie wiem kochanie, a twój powrót nie ode mnie zależy – spokojnie odpowiedziała Złota Rybka, przytulając szlochającego chłopca.

– Co się stało? – spytała Kokoryczka.

– Merlinku, co znowu zrobiłeś? – rzeczowo zagadnęła Zyta.

– To nie on – ze smutkiem odpowiedziała Jęczyduszka.

Jęczydusza patrzyła na chłopca z rozpaczą, a Jenczy z namysłem. Ona jedna nie wydawała się ani zaskoczona, ani zasmucona nieoczekiwanym wydarzeniem. Podeszła do Babci Jagi, która właśnie weszła do pracowni.

– Babciu, pozwól, że przedstawię ci mojego Merlinka*.

– Twojego… Merlinka…?

– Zaraz wyjaśnię… – Głos zaczął mówić, ale przerwał nagle. Słychać było tylko jego głęboki oddech, jakby chciał uporządkować myśli.

Złota Rybka z chłopcem podeszła do Jenczy i razem stanęli przed Babcią Jagą.

– Babciu, to Merlinek* ze świata, z którego do was przybyłam – kontynuowała Jenczy.

– Eksperymentowaliśmy, czy uda się nam wymieniać informacjami – wyjaśnił Głos – wspólnie z drugim Głosem* uznaliśmy, że na początek doprowadzimy do spotkania dwojga uczniów.

– To wiem – przerwała mu Babcia Jaga – ustaliliśmy, że spróbujecie zorganizować kilkuminutowe spotkanie Jagódek lub Merlinków.

– Merlinek nalegał, że chce pierwszy, ale nie przewidzieliśmy, że miał własne plany, sprzeczne z naszymi – wyjaśniał dalej zakłopotany Głos.

– Jakie?

– Wepchnął Merlinka* do naszego świata, a sam udał się do świata Jenczy – wyjaśnił Głos.

Merlinek* zatrząsł się, a Złota Rybka mocno go przytuliła. Patrzyła błagalnie na Babcię Jagę, która powiedziała:

– Chłopcze, witamy w naszej szkole. Czuj się jak u siebie w domu. Jagódka i Jęczyduszka zaprowadzą cię do twojego pokoju, a ja niedługo przyjdę.

Widząc, że Merlinek* nie poruszył się, dodała:

– Złota Rybka pójdzie razem z wami.

Złota Rybka, Jęczyduszka i Jagódka wyszły razem z chłopcem.

Pozostałym w pracowni Babcia Jaga kazała rozejść się do swoich zajęć i obiecała, że wszyscy spotkają się w dużej sali przed kolacją i omówią ostatnie wydarzenia.

Wkrótce zostali tylko we czwórkę: Babcia Jaga, Głos, Jenczy i Merlin.

– Nie wydajesz się zaskoczona – Głos odezwał się do Jenczy.

– W naszej szkole od dawna znana była przepowiednia, że dojdzie do wymiany dwojga uczniów i że wasz uczeń uratuje nasz świat – cicho odpowiedziała Jenczy.

– Merlinek? – zapytał zaskoczony Głos – trudno mi w to uwierzyć. Jest lekkomyślny, a ostatnio staje się coraz bardziej złośliwy i okrutny. Musiałem chronić wiele osób przed jego „żartami”.

– Nie wiemy, czy to jego dotyczy przepowiednia – cicho powiedziała Babcia Jaga i zapytała Merlina:

– Co sądzisz o nowym Merlinku*?

– Złości mnie.

– Czemu – zapytała Złota Rybka, która właśnie weszła do sali – przecież jest taki słodki. I wydaje się być dobrym dzieckiem.

– Właśnie dlatego – warknął Merlin – nie widzę w nim charakteru. Jest posłusznym mazgajem. Łatwo dał się podejść naszemu Merlinkowi.

– Myślę, że w czasem zmienisz zdanie, a na razie poprosimy, żeby zaopiekował się nim Młody Adept – oznajmiła Babcia Jaga i dodała – proszę nas wszystkich, żebyśmy pomogli nowemu Merlinkowi* zaaklimatyzować się w naszej szkole. Ciebie również to dotyczy – powiedziała, patrząc surowo na Merlina.

Autor: Archiwista SC

Ambitne drożdże – 49

Ambitne drożdże rosły na potęgę. Zamierzały zdobyć cały świat, więc już sam ten fakt był ambitny. Gdzieś na półkach leżały książki, a na stole stała herbata. Oczywiście zielona – ten rodzaj napoju najbardziej pasował właścicielowi mieszkania.

Autor: Adam

Ulice wielkiego miasta – 18

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również niektóre były parasole czarne – uważane za bardziej męskie. Też dym z komina jest bardziej męski, bo kominiarzami są mężczyźni. Także z męskimi działaniami kojarzy się polowanie.

Autor: Adam