Staruszek z latarnią – 41

Staruszek z latarnią wyszedł na podwórko, żeby zobaczyć, kto zajechał na podwórze. To przyjechała rodzina, której się nie spodziewał. Dzieci oznajmiły, że przyjechały na ferie, a ich rodzice poprosili o kolację. Dziadek podążył do ziemianki, skąd przyniósł specjały, które miały wystarczyć na kilka dni.

Autor: Adam

Staruszek z latarnią – 40

Staruszek z latarnią wyszedł na podwórko, żeby przywitać się z rodziną, która przyjechała na wakacje. Rodzice z dwójką dzieci już wysiedli z samochodu. Serdecznie przywitali się z nim i dwoma psami, które wybiegły do nich, merdając radośnie ogonami.

Staruszek pomógł przenieść bagaże, podał kolację, rozmawiał, przysłuchiwał się i gdy rodzina poszła już spać, on siedział samotnie przy kominku, rozmyślając, jak dziwnie potrafi układać się życie. Kiedyś miał własną rodzinę, dom i dobrą pracę. Pechowo stracił najbliższych i wszystko, co posiadał. Bezdomny wałęsał się po ulicach wielkiego miasta, rozmawiając z napotkanymi ludźmi.

Nawet nie wiedział, że pewne małżeństwo zaczęło mu się uważnie przyglądać. Rozmawiał z nimi tak jak z innymi. Nie był świadom, że widzieli, jak uratował spod kół samochodu bezdomnego psa. Zdziwił się więc, gdy zaproponowali, żeby razem z tym psem pojechał razem z nimi na wakacje, na ich działkę. A potem zaproponowali, żeby zamieszkał w ich letnim domku i doglądał go w czasie ich nieobecności. Traktowali go, jakby był ich dziadkiem lub pradziadkiem. Jakby od wielu lat znali się i byli rodziną. Takie to dziwne, nieoczekiwane i jednocześnie proste rozwiązanie jego problemów…

Przepełniała go wdzięczność. Jak zwykle pomodlił się o zdrowie, miłość, dobrobyt i szczęście dla swoich dobroczyńców i spokojnie poszedł spać. Wstał o świcie i z radością rozpoczął nowy dzień.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Była malutka – 72

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć była bardzo zajęta. Co chwila ktoś ją uderzał. Odbijała się i czasami skakała. Potem znowu była podnoszona i wyrzucana w powietrze. Wielka kolorowa piłka plażowa dostarczała ludziom rozrywki, a sama też się cieszyła. Lubiła się bawić.

Autor: Ewa Damentka

Przydrożny kamień – 40

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy budził się i obserwował osobę, która na nim przysiadła. Wąchał ją i wczuwał się w jej emocje. Niezmiernie dziwiło go, że w tak szybko zmieniającym się świecie, zmieniających się drogach, pojazdach, ubraniach i ekwipunku podróżnych, natura ludzka pozostawała ta sama. Jego wędrowcy od dawna i ciągle – od prawieków aż po dzisiejszy dzień – mają takie same zmartwienia, rozterki, bóle, zranienia, potrzeby, nadzieje, emocje… „I pewnie tak będzie aż do końca świata” – myślał sobie kamień i dzielił się z podróżnymi swoim spokojem i pewnością, że wszystko zawsze było, zawsze jest i zawsze będzie w najlepszym porządku.

Autor: Ewa Damentka

Staruszek z latarnią – 39

Staruszek z latarnią wyszedł na podwórko, żeby zobaczyć, co się dzieje. Zrobiło się ciemno, błyskało, grzmiało. Jasne pioruny rozjaśniały czarne niebo. Staruszek zobaczył to i szybko wrócił do bezpiecznego domku. Zamknął drzwi i okiennice. Potem poszedł spać. Ranek przywitał go pięknym światłem i rześkim powietrzem.

Autor: Ewa Damentka

Przydrożny kamień – 39

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy przyglądał się im uważnie, przysłuchiwał ich rozmowom.

Pewnego razu usiadły na nim dwa motyle i lekko wachlując się skrzydełkami, opowiadały sobie o cudach, jakie widziały – o dolinach, ogrodach, drzewach i jeziorach. O miastach i wsiach, o ludziach, zwierzętach i gwiazdach. Jeden z motyli powiedział, że słyszał, że w różnych miejscach Ziemi gwiazdy wyglądają zupełnie inaczej. Drugi zastanawiał się, czy ich skrzydełka są na tyle silne, by mogły dolecieć tak daleko, żeby sprawdzić to osobiście.

Motyle wkrótce odleciały, a kamień został sam ze swoimi myślami. Czy prawdą jest to, co mówiły motyle? Gwiazdy, jego wierni przyjaciele, mogą się zmieniać i zupełnie inaczej wyglądać? Pokazywać inne konstelacje niż te, do których się przyzwyczaił?

Postanowił to sprawdzić i wprawił się w ruch. Podróżuje swoim tempem – kilka-kilkanaście ziarnek piasku na stulecie, ale to mu nie przeszkadza. Zyskał cel i sprawdzi, jak wyglądają gwiazdy oglądane z różnych miejsc na Ziemi.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Była malutka – 71

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć był piękny dzień i czas na pracę w polu. Starej szkapie było wygodnie w obórce, lecz przyszedł gospodarz, zaprzągł ją do siewnika i pojechali zasiewać wcześniej zaorane pole.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Zapomniana czara zwycięstwa – 20

Zapomniana czara zwycięstwa spała na regale. Dawno jej nie używano, więc śniła, że powrócą dni chwały, a ona znów będzie użyteczna. Pewnego razu promyk słońca zauważył ją i wlał do niej trochę nadziei, która zaczęła ją leczyć. Rozpuszczała i usuwała osad goryczy z poniesionych porażek, i napełniała czarę swoim światłem.

W pewnej chwili właścicielka czary ocknęła się z letargu i zaczęła sprzątać mieszkanie. Przeglądała wszystkie szafy i szuflady. Obejrzała każdą rzecz – ubrania, papiery, zapasy w spiżarce oraz lodówce i powyrzucała to co niepotrzebne, przeterminowane lub za małe. Umyła ściany i okna, wypastowała podłogę, obejrzała i odkurzyła każdą książkę. W efekcie całe mieszkanie lśniło podobnie jak czara napełniona światłem nadziei.

Autor: Ewa Damentka

Przydrożny kamień – 38

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy telepatycznie łączył się z Babcią Jagą, a ona zlecała dyżurnym czarodziejom zaopiekowanie się wędrowcem.

Czasami pomagano mu, zdejmując nadmiar trosk oraz ciężar emocjonalnego bagażu. Innym razem dodawano emocje, których potrzebował. A niekiedy tylko przekazywano mu sympatię wróżek i czarodziejów oraz ich niezachwianą pewność, że wędrowiec na pewno osiągnie swój cel.

Potem, gdy ludzie wstawali z kamienia i ruszali w dalszą podróż, on znowu zapadał w lekki sen…, do kolejnego razu.

Autor: Archiwista SC