Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również pewien malarz bardzo się ożywił. Zrobił parę zdjęć telefonem komórkowym, ale nie oddały one uroku tej chwili, więc uważnie obserwował. Całym sobą chłonął ogólny widok i poszczególne detale. Potem poszedł do domu, rozłożył sztalugi, postawił na nich wcześniej przygotowane płótno i od razu przystąpił do pracy.
Autor: Ewa Damentka