Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i natychmiast je zamknął. Dookoła padał deszcz ze śniegiem, było zimno, a wszędzie błoto… To nie był ranek na wielkie dokonania.
Trochę jeszcze podrzemał, jednak poczucie obowiązku zmusiło go do wzięcia głębokiego oddechu i wstania. Otulił się resztką białej mgły i ruszył przed siebie, skacząc po ciężkich od wody szarych chmurach.
Kiedy balansował na obłokach, poczuł coś ciepłego na plecach. To słońce wysyłało swoje promienie. Rozgrzany, pełen otuchy, ruszył Poranek w stronę Południa.
dla Darii napisała Magda z Dachu