Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz i zobaczyć położone w dolinie jasno oświetlone miasto, które już przygotowywało się na nadchodzące Święta. Z daleka nie widać było poszczególnych dekoracji, ale wyczuwało się świąteczny nastrój, bo poświata była zupełnie inna niż zwykle.
Autor: Ewa Damentka