Staruszek z latarnią wyszedł na podwórko, żeby sprawdzić, co się dzieje. Zaniepokoił go łoskot dobiegający z domku gościnnego. Okazało się, że kilkuletni synek letników znalazł jego stare kalosze, założył je i chodził, tupiąc po werandzie. Stary drewniany domek trząsł się, jakby był zbudowany z kart do gry, a nie z solidnych drewnianych bali. Ojciec złapał chłopca i podniósł go do góry, choć mały się wyrywał, bo bardzo chciał tupać dalej, a matka gorąco przepraszała staruszka. Ten uspokoił ją, mówiąc, że wszystko w porządku, ale stał w zadziwieniu. Domek gościnny kiedyś był pełnoprawnym domem jego rodziny. Przez kilkadziesiąt lat nikt nie wprawił go w taki dygot, żeby się cały trząsł. Zrobił to dopiero mały chłopiec w ciężkich męskich kaloszach. Dziwy niepojęte!
Autor: Ewa Damentka