Początkujący kucharz przygotowywał obiad. Z zapałem płukał, obierał, tarł, kroił, siekał, blanszował, podgotowywał i podsmażał, z uwagą dodając do potrawy kolejne składniki. Zaglądał przy tym do swojej książki kucharskiej, żeby wspomóc swój zapał zawartymi w niej wskazówkami.
W kuchni warstwami układały się kolejne zapachy warzyw, pieprzów, soli i korzeni. Kucharz dotarł do końca zestawiania dania: fasolki, bakłażan, różnorodne papryki, czosnek i cebula, podsmażone na oliwie, zapowiadały ucztę, a mieszane warzywa pachniały rozkosznie.
Jeszcze rzut oka do książki, która zapowiadała moment wlania pomidorów bez skórki. Teraz całość trzeba było postawić na małym ogniu, przykryć i poczekać czterdzieści minut, aż ratatouille będzie gotowe. Wtedy kucharz zgasił ogień i zostawił danie na dziesięć minut, żeby odpoczęło. W tym czasie podgrzał chrupiącą bułkę, posypał całość siekaną bazylią i podał na stół.
dla Andrzeja napisała Magda z Dachu