Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która jadła karmę, dużo jadła. Ryba nie była dużych rozmiarów, ale cały czas pływała. Miała zatem wielorybi apetyt.
Autor: Adam
ćwiczenia literackie
Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która jadła karmę, dużo jadła. Ryba nie była dużych rozmiarów, ale cały czas pływała. Miała zatem wielorybi apetyt.
Autor: Adam
Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również pani, sprzedająca kwiaty przed wejściem do metra, próbowała wyeksponować swoje bukiety przeznaczone do sprzedaży. Były to kolorowe astry. Wchodzący do metra nie zwracali jednak uwagi na te kwiaty. Skupiali się bardziej na tym, aby jak najszybciej wejść pod dach i schronić się przed deszczem.
Autor: Anna-Maria
Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.
Na prastarym brzegu Wisły siedziała tajemnicza postać. Nie wiadomo, skąd się wzięła. Nikt nie widział, żeby tu przychodziła, przylatywała, przypływała lub przyjeżdżała. A jednak często można było zastać ją w tym miejscu, gdzie śpiew skowronka brzmiał bardzo wyraźnie.
Postać słuchała w milczeniu, a po pewnym czasie rozpływała się w powietrzu, tak jakby jej nigdy nie było. Ciekawe, kto to mógł być?
Autor: Ewa Damentka
Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również czarne parasole były widoczne. Pod czarnymi parasolami szli głównie mężczyźni. Rowerzyści poruszali się w pałatkach przeciwdeszczowych. Na wsi natomiast beczki napełniały się tzw. wodą deszczową.
Autor: Adam
Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która zmęczona pływała wte i wewte. Wreszcie ocknęła się i spojrzała smutno na Merlina.
– Ci ludzie sami nie wiedzą, czego chcą – powiedziała – Myślą jedno, mówią drugie, a oczekują trzeciego.
– Czarodzieje niestety robią tak samo – skomentował Merlin.
– Jak mam spełniać ich życzenia? Które z nich? To mówione, pomyślane, czy oczekiwane?
– Wiesz, Rybko, ja zawsze skupiam się na tym, co jest pragnieniem ich serca. U Wróżek i Czarodziejów zwykle pragnienie serca jest jednocześnie największą potrzebą.
– Czy u ludzi też tak jest? – zapytała Złota Rybka.
– Mam taką nadzieję – mruknął Merlin.
Autor: Archiwista SC
Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również pies, idący samotnie ulicą, rozweselił się trochę, gdy zobaczył kolorowe odbicia w kałużach. Przystanął i rozejrzał się, szukając pana, któremu przed chwilą uciekł. Podszedł do niego. Pozwolił przypiąć sobie smycz do obroży, a potem spacerowali dalej, zgodnie przemierzając kolejne ulice, aż doszli do domu.
Autor: Ewa Damentka
Ambitne drożdże rosły na potęgę. Zamierzały zdobyć cały świat, więc, póki były jeszcze bardzo młode, bez wahania i strachu wychodziły z ukrycia, hartując się w zmaganiach z powietrzem i stołem. Potem stopniowo i niezauważalnie starzejąc się, ulegały wygodzie i lenistwu. Niechętnie rosły i zdecydowanie wolały zostać na swoim miejscu, dopóki gospodyni ich ostatecznie nie zużyje. W sumie nie ma się co, aż tak bardzo dziwić…
Autor: Ewa Majewska
Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również młody komar uśmiechnął się do świata, bo dzisiaj pierwszy raz rozwinął swoje skrzydełka.
Autor: Stokrotka
Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która kręciła się w kółko, była na wyciągniecie ręki, ale nie…, w przeciwieństwie do innych, nie chciał jej złapać… Trzy życzenia, które mogłaby spełnić… tak dużo, a dla niego nic nie znaczyły…
dla Andrzeja napisał Patisonek
Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również mokry był odgłos opon samochodowych słyszany przez otwarte okno. To był szum kół, który z minuty na minutę się nasilał. Wraz z poprawą pogody huk samochodowy wzrastał.
Autor: Adam