Delikatna mgiełka – 65

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły rozpoczynał się zwyczajny dzień. Ludzie zajmowali się swoimi sprawami i rzadko kiedy zwracali uwagę na otaczające ich piękno. Jednak dziś skowronek śpiewał tak pięknie, że wiele osób przystawało na chwilę, by go posłuchać. Potem znowu wrócili do swoich zajęć, ale może w przyszłości znowu zatrzymają się, by posłuchać śpiewu skowronka?

Autor: Ewa Damentka

Ulice wielkiego miasta – 14

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również pan na wózku uśmiechnął się, widząc młodą parę obdarzającą się pocałunkami.

Autor: Stokrotka

Skupiony Merlin – 34

Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która pływała spokojnie, nieświadoma zainteresowania, jakie wzbudza.

Merlin, stary doświadczony kot, próbował się do niej dostać, ale jego zapobiegliwi właściciele, przykrywając akwarium metalową siatką, zadbali, żeby nie mógł wsadzić łapki do wody. Więc na razie siedział i obserwował, a w jego kociej głowie układały się kolejne plany.

Autor: Ewa Damentka

Ulice wielkiego miasta – 13

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również poprawiały nastrój tym przechodniom, którzy smutnie wpatrywali się w chodnik pod swoimi stopami.

Kolorowe, wesołe plamy odbijały się w kałużach i nie pozwalały zagnieździć się smutkowi. Rozpraszały go. Przechodnie podnosili głowy i rozglądali się dookoła, szukając kolorowych parasolek. Potem uśmiechnięci wędrowali dalej. Niektórzy z nich nawet zaczynali cieszyć się deszczem i drobną mgiełką, która tworzyła się wokół nich. Mimo deszczu – a może raczej dzięki niemu – był to udany, kolorowy dzień.

Autor: Ewa Damentka

Ulice wielkiego miasta – 12

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również zapach powietrza był podeszczowy. Do tego obiad pod wiatą, z warzywami prosto z ogrodu. Jesień. Wszystko naturalnie w dużej ilości. Szkoda tylko, że już z każdym dniem będzie coraz chłodniej.

Autor: Adam

Skupiony Merlin – 33

Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która potrafi rozwiązać wiele problemów różnych ludzi – ale tylko tych, którzy są pełni wiary i pokorni oraz nie są zachłanni. Do Złotej Rybki zgłosiła się kobieta, która miała do spłacenia dług i bardzo chciała go spłacić. Czuła, że odzyska swoją uczciwość, gdy ów dług spłaci, ale niestety nie miała tyle pieniędzy. Podzieliła się swoim kłopotem ze Złotą Rybką i bardzo prosiła o pomoc. Złota Rybka wysłuchała kobietę i jej pomogła.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Ulice wielkiego miasta – 11

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również mokre od deszczu były czapki i kapelusze. W miarę padania stawały się coraz bardziej higroskopijne i pochłaniały coraz więcej wilgoci, aby ochronić głowy przechodniów, bo przecież wiedziały, że ludzie najczęściej przeziębiają się od głowy.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Ambitne drożdże – 46

Ambitne drożdże rosły na potęgę. Zamierzały zdobyć cały świat, więc uznały, że im bardziej rosną, tym większy kawałek świata zdobędą. Nie przewidziały tylko, że ludzie im w tym przeszkodzą. Że zagospodarują cały zapas dostępnych drożdży i wykorzystają do swoich wypieków. Drożdże rosły jak na drożdżach, ale zamiast zdobywać świat, utrzymywały tylko dotychczasowy stan posiadania. W końcu zapomniały o zdobywaniu świata i rosły tylko po to, by przetrwać.

Autor: Ewa Damentka

Ulice wielkiego miasta – 10

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również pewna starsza pani, ubrana na czarno, zaopatrzyła się w taką kolorową, jaskrawą parasolkę. Kupując ją, uznała, że w życiu przyda się jej trochę szaleństwa. Teraz szła i z zadowoleniem spoglądała na odbicie swej kolorowej parasolki w miejskiej kałuży.

Autor: Ewa Damentka