Ciemność zgęstniała – 59

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i budując wiarę, a nawet pewność, że światło znowu zwycięży. Nie wiem, czemu ciemność rośnie w siłę, ale mam wiarę, że światło da jej radę. Zdarzało się to już tyle razy, że trzeba wierzyć, że tym razem też się uda. Może tylko powinniśmy pomagać światłu, żeby nie musiało walczyć samo? Kiedy ludzie zobaczą, że więcej ich łączy niż dzieli, to utorują drogę światłu i świetlistej miłości, a wtedy będzie nam lżej, lepiej i jaśniej.

Autor: Ewa Damentka

Skupiony Merlin – 7

Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która czekała, aż poprosi ją o pomoc. Lubiła pomagać ludziom, ale oni czasami zapominają lub wstydzą się poprosić. Merlin miał na utrzymaniu rodzinę. Niedawno stracił pracę i świat mu się zawalił. Siedział skupiony nad brzegiem jeziora i wpatrzony w Złotą Rybkę budował w sobie odwagę, by poprosić, oraz nadzieję, że rybka mu pomoże.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Ambitne drożdże – 31

Ambitne drożdże rosły na potęgę. Zamierzały zdobyć cały świat, więc razem ze zjedzonym ciastem weszły do brzucha kobiety, która nie mogła zajść w ciążę, a wraz z mężem bardzo pragnęła mieć dziecko. Plemniczek nie mógł połączyć się z jajeczkiem, bo było za małe. Więc drożdże przedostały się do jajeczka, dzięki czemu ono urosło i możliwe stało się zapłodnienie.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Skupiony Merlin – 6

Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która nagle zaczęła zmieniać kolor. Złote łuski odpadały jedna po drugiej, a te nowe, które się właśnie odsłaniały, były czerwono-pomarańczowe ze złocistym połyskiem. „Dziwy niepojęte” – pomyślał Merlin, zastanawiając się, czym jeszcze Złota Rybka go zaskoczy.

Autor: Ewa Damentka

Trzymasz w dłoniach – 44

Trzymasz w dłoniach sfatygowany list, dopiero co dostarczony przez pocztę. Długo szedł. Wiele lat… Wpatrujesz się w litery pisane ręką dobrze znanej ci kiedyś osoby i być może z pewnym niedowierzaniem czytasz: „Kochany, jakoś nie było okazji, by wcześniej powiedzieć Ci, ile dla mnie znaczysz i podziękować za Twoją obecność w moim życiu. Szczególnie gorąco dziękuję Ci za Twoją pasję, jaką jest wędkarstwo. Te Twoje opowieści o wędkarzach i ich przygodach przykuwają moją uwagę. Pochłaniają mnie całą. Jesteś mistrzem skupiania uwagi na tym, co mówisz, a mówisz ciekawie i z dozą humoru, Twojego humoru, który bardzo lubię”.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Ambitne drożdże – 30

Ambitne drożdże rosły na potęgę. Zamierzały zdobyć cały świat, więc były bardzo przejęte. Gdy mleko zapytało, co zrobią z tym światem, gdy go już zdobędą, drożdże nie wiedziały, co odpowiedzieć. Speszyły się bardzo i… wyszedł zakalec.

Autor: Ewa Damentka

Skupiony Merlin – 4

Skupiony Merlin uważnie obserwował Złotą Rybkę, która szamotała się w swoim akwarium i co chwila próbowała z niego wyskoczyć.

– Głupia ryba – ze złością powiedział Merlinek – nie wie, że umrze bez wody?

– Nie taka głupia – mruknął Merlin – pamięta ocean i wie, że akwarium jest więzieniem.

– Jak do nas trafiła? – pytanie Kokoryczki zawisło w powietrzu.

– Nie jestem pewna – szepnęła Babcia Jaga – po prostu nagle się zjawiła, tak jak ty.

Kokoryczka, słysząc to, bez namysłu podeszła do akwarium. Mimo okrzyków oburzenia zdjęła pokrywę, a Złota Rybka natychmiast wyskoczyła z wody. Gdy tylko jej łuski dotknęły podłogi, zaczęła zmieniać postać.

Po chwili oczom zdumionych obserwatorów ukazała się kobieta, która następnie przemieniła się w niedźwiedzia, żuczka, jednorożca, kolejną Złotą Rybkę, a potem znowu stała się kobietą. Jej niebieskie oczy patrzyły ze złością.

Dokładnie przyglądała się zdumionych nauczycielom i uczniom, a jej twarz stopniowo łagodniała.

– Chyba wreszcie trafiłam we właściwe miejsce – odezwała się z ulgą…

Autor: Archiwista SC

Trzymasz w dłoniach – 43

Trzymasz w dłoniach sfatygowany list, dopiero co dostarczony przez pocztę. Długo szedł. Wiele lat… Wpatrujesz się w litery pisane ręką dobrze znanej ci kiedyś osoby i być może z pewnym niedowierzaniem czytasz: „Kochanie, jakoś nie było okazji, by wcześniej powiedzieć Ci, ile dla mnie znaczysz i podziękować za Twoją obecność w moim życiu. Szczególnie gorąco dziękuję Ci z to, że odwiedzasz nas w naszej głuszy. Razem z mężem żyjemy odseparowani od świata – ostatni Robinsonowie mieszkający w sercu głuchego lasu, być może ostatniego w naszym kraju. Lasu niedostępnego dla innych ludzi – przynajmniej tak się nam wydawało. Myśleliśmy, że świat o nas zapomniał, a przyszłaś Ty i przychodzisz systematycznie. Nie narzucasz się, zawsze mamy niedosyt, gdy się z nami żegnasz. Nie dajesz o sobie zapomnieć i wlewasz nadzieję, że może są też inni ludzie podobni do Ciebie. Może jednak wyjdziemy z tego lasu, by wrócić do was, do waszego świata. Nie wiem. Wiem natomiast, że przynosisz nadzieję i przestrzeń. Bardzo Ci za to dziękuję. Oboje dziękujemy”.

Autor: Ewa Damentka